Mój Komorów
Warszawska Kolej Dojazdowa - potocznie i nieco pieszczotliwie zwana Wukadką.
Jest jak pępowina łącząca mieszkańców miejscowości leżących przy jej szlaku, (w tym
Komorowa) ze Stolicą i wszystkimi atrakcjami które oferuje wielkie miasto. Do szkoły,
do pracy, na imprezy i na zakupy codziennie przewozi tysiące pasażerów. Często spotykam w niej
znajome już twarze. Szczęśliwie - całkowita i zimna anonimowość tu jeszcze nie obowiązuje.
27 minut z Komorowa do Warszawy Centralnej w cudowny sposób wydłuża się i skraca,
zależnie od nastroju, towarzystwa, słuchanej muzyki, pogody czy wreszcie kondycji pana
Maszynisty (który zawsze zaczeka gdy pędzę spóźniony na kolejkę).
Zalew w Komorowie powstał w miejscu dawnych oczek wodnych, na
podmokłych terenach sąsiadujących z rzeczką Utratą. Plany były ambitne, a jakże,
zalew miał być atrakcyjnym obiektem rekreacyjnym nie tylko dla okolicznych
mieszkańców ale i dla przyjezdnych. Sporty wodne, kąpiele i plażowanie miały miejsce
w pierwszym roku po jego założeniu, do czasu aż rozpoczął się proces gnicia tego co
w wyniku radosnych prac inżynieryjnych znalazło się pod wodą. Zaraz potem zalew objęło
w posiadanie miejscowe koło wędkarskie i stał się on tzw. łowiskiem specjalnym (tj. aby w
nim łowić należy uiścić na rzecz koła specjalną opłatę). Pomimo gęstniejącej nieubłaganie
zabudowy lubię tu przyjeżdżać na rowerze, szczególnie tuż przed zachodem słońca gdyż
wtedy to zalew prezentuje się najlepiej i całkiem miło jest posiedzieć nad jego
brzegiem. Nieco dalej w kierunku wschodnim rozciąga się (aż do trasy krakowskiej)
szeroki i długi pas bujnej łąki, miejscami porośniętej drzewami i otoczonej lasem.
To świetne miejsce do obserwowania przelatujących jesienią i zimą kluczy dzikich
gęsi.
Las komorowski nie jest szczególnie rozległy, ale mimo to są w nim
miejsca rzadko odwiedzane przez ludzi i przez to nienaruszone. Spora ilość ścieżek
umożliwia bardzo przyjemne przejażdżki rowerowe, zarówno latem jak i zimą. Przy dużej
dozie wytrwałości można w nim zbierać grzyby, i nie trzeba się przy tym obawiać że
się zabłądzi, natomiast przykre jest to że częściej natkniemy się w nim na różne mniej lub
bardziej atrakcyjne śmieci (np. karoserie samochodowe, fotele) niż na grzyby.