Mój Komorów




Mieszkam tu już 15 lat. To dziwne miejsce, coś pomiędzy wsią a przedmieściem. Wyglądając przez okno widzę złocącą się w oddali iglicę Pałacu Kultury i wczesnym rankiem słyszę szum budzącego się miasta. Jednak najbliższe otoczenie pozwala zapomnieć o wielkiej Warszawie leżącej tuż obok. Wychodzę z psem na pole, odchodzę kilkadziesiąt metrów od domu i spotykam bażanty, myszy, zające i lisy, nad sobą widzę polujące drapieżne ptaki. Pies przedziera się przez zarośla szukając czegoś i tropiąc. Bez niego tu nie przychodzę, już sam chyba nie wiem dlaczego.








Warszawska Kolej Dojazdowa - potocznie i nieco pieszczotliwie zwana Wukadką. Jest jak pępowina łącząca mieszkańców miejscowości leżących przy jej szlaku, (w tym Komorowa) ze Stolicą i wszystkimi atrakcjami które oferuje wielkie miasto. Do szkoły, do pracy, na imprezy i na zakupy codziennie przewozi tysiące pasażerów. Często spotykam w niej znajome już twarze. Szczęśliwie - całkowita i zimna anonimowość tu jeszcze nie obowiązuje. 27 minut z Komorowa do Warszawy Centralnej w cudowny sposób wydłuża się i skraca, zależnie od nastroju, towarzystwa, słuchanej muzyki, pogody czy wreszcie kondycji pana Maszynisty (który zawsze zaczeka gdy pędzę spóźniony na kolejkę).



Zalew w Komorowie powstał w miejscu dawnych oczek wodnych, na podmokłych terenach sąsiadujących z rzeczką Utratą. Plany były ambitne, a jakże, zalew miał być atrakcyjnym obiektem rekreacyjnym nie tylko dla okolicznych mieszkańców ale i dla przyjezdnych. Sporty wodne, kąpiele i plażowanie miały miejsce w pierwszym roku po jego założeniu, do czasu aż rozpoczął się proces gnicia tego co w wyniku radosnych prac inżynieryjnych znalazło się pod wodą. Zaraz potem zalew objęło w posiadanie miejscowe koło wędkarskie i stał się on tzw. łowiskiem specjalnym (tj. aby w nim łowić należy uiścić na rzecz koła specjalną opłatę). Pomimo gęstniejącej nieubłaganie zabudowy lubię tu przyjeżdżać na rowerze, szczególnie tuż przed zachodem słońca gdyż wtedy to zalew prezentuje się najlepiej i całkiem miło jest posiedzieć nad jego brzegiem. Nieco dalej w kierunku wschodnim rozciąga się (aż do trasy krakowskiej) szeroki i długi pas bujnej łąki, miejscami porośniętej drzewami i otoczonej lasem. To świetne miejsce do obserwowania przelatujących jesienią i zimą kluczy dzikich gęsi.



Las komorowski nie jest szczególnie rozległy, ale mimo to są w nim miejsca rzadko odwiedzane przez ludzi i przez to nienaruszone. Spora ilość ścieżek umożliwia bardzo przyjemne przejażdżki rowerowe, zarówno latem jak i zimą. Przy dużej dozie wytrwałości można w nim zbierać grzyby, i nie trzeba się przy tym obawiać że się zabłądzi, natomiast przykre jest to że częściej natkniemy się w nim na różne mniej lub bardziej atrakcyjne śmieci (np. karoserie samochodowe, fotele) niż na grzyby.